Czkawka zatrzymał się wraz ze Szczerbatkiem na brzegu lasu. Przed nimi roztaczał się opłakany widok. Ruiny dawnej osady, po której zostały jedynie zwęglone kawałki drewna i stali. Jedno wielkie pogorzelisko. Widoku tego dopełniała jeszcze postać młodej kobiety, która z mieczem u pasa brodziła w sadzy i złomie. Przykucnęła przed miejscem, w którym kiedyś stał dom. Dłonią odgarnęła wszystko, co tylko się dało, by wydobyć na światło dzienne stalowy próg. Czkawka nie mógł tego dostrzec, ale w tamtej chwili po jej policzku spłynęła łza.
- Szczerbatku - szepnął - Zostań tu, dobrze?
Smok nie mógł odpowiedzieć, ale młody wódz był pewien, że go zrozumiał. Nikomu nie ufał tak, jak temu smokowi. Nikomu innemu nie był gotów powierzyć własnego życia. Ruszył po cichu w stronę dziewczyny, która przedstawiła mu się jako Glizda i przy okazji rozglądał się po zniszczonej wiosce. Praktycznie mógłby przysiąc, że widzi to miejsce w dawnej wspaniałości. Drewniane domy, ludzi przekrzykujących się wzajemnie i dzieci plączące się pod nogami. Tymczasem Glizda wstała z kucek i ruszyła w głąb dawnego budynku. Teraz była to tylko sterta gruzu, ale ona wydawała się widzieć coś więcej. Lekkim krokiem przemierzała przestrzeń niegdysiejszego korytarza, by zatrzymać się w miejscu, w którym przetrwała belka podtrzymująca sufit. Co prawda była nadpalona i do tego spróchniała, ale nadal stała na swoim dawnym miejscu. Dziewczyna objęła ją ramionami i zaszlochała cicho. Tymczasem Czkawka zdążył pokonać odległość dzielącą go od miejsca, w którym kucała Glizda i teraz już widział perłowe łzy na jej twarzy.
- To był twój dom, prawda? - spytał półgłosem.
Brunetka drgnęła i przestraszona odwróciła twarz w jego stronę. Wierzchem rękawa otarła łzy i wbiła spojrzenie w Czkawkę. Chłopak też jej się przyglądał. Ciemne włosy miała splecione w dwa grube warkocze opadające na ramiona. Te zaś przykryte były jasną narzutą z owczą wełną na brzegach. Glizda ubrana była w zieloną bluzkę ze sznurowanym dekoltem i nadgarstkami oraz w czarne, skórzane spodnie. Wyglądały prawie tak, jakby zrobione były ze smoczej skóry. Jej wizerunku dopełniały brązowe, wysokie buty i miecz zawieszony u pasa, który miała spięty na biodrach.
- Czego tu chcesz? - wydusiła wreszcie, a jej głos był zimny i twardy - Nie chcesz mnie zabić, to po co za mną lazłeś?
- Żeby dowiedzieć się dlaczego zaatakowałaś mnie i mojego smoka - Czkawka uniósł delikatnie prawy kącik ust.
- Wiesz, widok smoka raczej nie przekonał mnie do pokojowych zamiarów, a raczej przypomniał o pustym żołądku i chęci zemsty na tych gadach. Wystarczy? - wysyczała Glizda.
- Nie no, przywykłem do tego, że ludzie boją się smoków, polują na nie, lub zabijają. Jednakże jeszcze nikt nie wplątywał w to głodu - chłopak starał się mówić lekko, choć pogorzelisko, na którym stali jakoś mu to utrudniało.
- To mało jeszcze widziałeś cwaniaczku - odparła na to dziewczyna - A teraz spadaj, bo Nocne Furie przypadły mi do gustu - zagroziła, oblizała się na pokaz i zrobiła krok w stronę Czkawki.
- Mam rozumieć, że Szczerbatek nie jest pierwszym tego gatunku, którego widzisz?
- Nie. Od dzieciaka mordowałam pobratymców twojego smoka. Prawda, od pięciu lat byłam przekonana, że wyzdychały, ale wczoraj przekonałam się, że nie. Możesz mu przekazać, że jego kuzynek jest pyszny, a jego skóra nadaje się na spodnie - po tych słowach Glizda sięgnęła po miecz i zamachała nim przed sobą.
Czkawka zbladł. W tamtej chwili dotarło do niego z całą mocą, to co powiedziała dziewczyna. Jeszcze dzień wcześniej żyła inna Nocna Furia niż Szczerbatek, a jego rozmówczyni ją zabiła, zjadła i ze skóry zrobiła sobie spodnie. Chłopak wbił wzrok w dolną część odzieży Glizdy. Nie wiedział, co powinien zrobić. Nagle zapragnął przekonać dziewczynę, by więcej nie zabijała smoków. Oprócz tego pragnął też jej pomóc, bo myśl, że mógłby mieszkać sam jak palec na wielkiej wyspie przytłaczała go.
- Jesteś tu sama? - spytał - Na tej wyspie?
- Co cię to obchodzi - odparła gburowato dwudziestolatka.
- Mógłbym cię zabrać do mojej wioski. Nie musiałbyś polować, nie byłabyś sama...
- Czemuś tak zapragnął mi pomóc, co? - zaśmiała się - Boisz się, że powybijam ci smoki? Tylko te, które odważą się raz jeszcze napawać się swoim dziełem - wolną od miecza ręką zatoczyła krąg nad ruinami wioski - To bezczelne bestie, którym tylko mord w głowie. One zeżarły mi rodzinę, to ja zżeram je. Wynoś się już. Nie potrzebny mi tu dzikus, co zadaje się z tymi mordercami.
- Smoki to wspaniałe, lojalne zwierzęta - zaoponował Czkawka - One tylko się bronią przed ludźmi.
- Moja wioska nic im nie zrobiła - wydarła się Glizda.
- Przecież sama mówiłaś, że od dziecka mordowałaś smoki. To jest nic? Choć ze mną, a zobaczysz, że to nie musi tak wyglądać.
- Po co? Dobrze mi tutaj. W domu - mówiąc to dziewczyna wbiła swój miecz w ziemię - Mam obowiązek pomścić poległych. Jest wielu innych, którzy zabijają. Za wodą. Ich się czepiaj. Mnie zostaw w spokoju.
- Ale to ty zabiłaś Nocną Furię! - wypalił Czkawka i zacisnął dłonie w pięści.
Na jego krzyk zareagował Szczerbatek, który zaraz ruszył, by zobaczyć co się dzieje z jego przyjacielem. Smok ryknął przenikliwie, a Glizda aż zatkała uszy. Zaraz też był już tuż obok młodego wodza, patrząc na niego z troską wielkimi oczyma.
- To trzeba było pozwolić twojemu smokowi mnie zabić. Miałbyś problem z głowy.
Glizda już nie krzyczała. Patrzyła tylko ze zdumieniem na delikatność jaką smok okazywał Czkawce. Po chwili zatęskniła za rozmowami i kłótniami takimi, jak ta, którą prowadziła teraz. Nie zdawała sobie sprawy od jak dawna milczała. Cały ten czas prowadziła walkę o przetrwanie, a ten chłopak mógł ją zabrać do wioski pełnej ludzi. Istniał tylko jeden mały problem, musiałby z nim lecieć na smoku.
- Ja nie jestem mordercą - Czkawka położył dłoń na boku Szczerbatka i wziął głęboki oddech, by się uspokoić - Nie chcesz, to nie. Myślałem, że chęć uratowania kogoś z opustoszałej wyspy nie jest niczym, co mogłoby tę osobę urazić.
Wiking odwrócił się do Glizdy plecami i ustawił odpowiednio "strzemię" przy siodle smoka. Czerwona, sztuczna część ogona rozwinęła się, a Szczerbatek dał znać swojemu przyjacielowi, że jest gotowy. Chłopak już miał nawet wskakiwać na siodło, ale coś go powstrzymało.
- Czekaj!
Tylko to jedno słowo wyrwało się z gardła brunetki. Jej ton już nie był ostry i oschły. Teraz przemawiała głosem małej dziewczynki, która się zgubiła i była sama, przerażona w wielkim świecie.
- Przepraszam. Masz racje. Myślałam, że potraktowałeś mnie jak zagrożenie, które trzeba mieć na oku, a ty po prostu chciałeś mi pomóc. Zapomniałam, że istnieje coś takiego jak współczucie. No i nie ufam ci, bo przyjaźnisz się ze smokami. Chciałbym stąd uciec - podniosła wzrok na niego i odszukała jego piękne, zielone oczy.
- Szczerbatku - szepnął - Zostań tu, dobrze?
Smok nie mógł odpowiedzieć, ale młody wódz był pewien, że go zrozumiał. Nikomu nie ufał tak, jak temu smokowi. Nikomu innemu nie był gotów powierzyć własnego życia. Ruszył po cichu w stronę dziewczyny, która przedstawiła mu się jako Glizda i przy okazji rozglądał się po zniszczonej wiosce. Praktycznie mógłby przysiąc, że widzi to miejsce w dawnej wspaniałości. Drewniane domy, ludzi przekrzykujących się wzajemnie i dzieci plączące się pod nogami. Tymczasem Glizda wstała z kucek i ruszyła w głąb dawnego budynku. Teraz była to tylko sterta gruzu, ale ona wydawała się widzieć coś więcej. Lekkim krokiem przemierzała przestrzeń niegdysiejszego korytarza, by zatrzymać się w miejscu, w którym przetrwała belka podtrzymująca sufit. Co prawda była nadpalona i do tego spróchniała, ale nadal stała na swoim dawnym miejscu. Dziewczyna objęła ją ramionami i zaszlochała cicho. Tymczasem Czkawka zdążył pokonać odległość dzielącą go od miejsca, w którym kucała Glizda i teraz już widział perłowe łzy na jej twarzy.
- To był twój dom, prawda? - spytał półgłosem.
Brunetka drgnęła i przestraszona odwróciła twarz w jego stronę. Wierzchem rękawa otarła łzy i wbiła spojrzenie w Czkawkę. Chłopak też jej się przyglądał. Ciemne włosy miała splecione w dwa grube warkocze opadające na ramiona. Te zaś przykryte były jasną narzutą z owczą wełną na brzegach. Glizda ubrana była w zieloną bluzkę ze sznurowanym dekoltem i nadgarstkami oraz w czarne, skórzane spodnie. Wyglądały prawie tak, jakby zrobione były ze smoczej skóry. Jej wizerunku dopełniały brązowe, wysokie buty i miecz zawieszony u pasa, który miała spięty na biodrach.
- Czego tu chcesz? - wydusiła wreszcie, a jej głos był zimny i twardy - Nie chcesz mnie zabić, to po co za mną lazłeś?
- Żeby dowiedzieć się dlaczego zaatakowałaś mnie i mojego smoka - Czkawka uniósł delikatnie prawy kącik ust.
- Wiesz, widok smoka raczej nie przekonał mnie do pokojowych zamiarów, a raczej przypomniał o pustym żołądku i chęci zemsty na tych gadach. Wystarczy? - wysyczała Glizda.
- Nie no, przywykłem do tego, że ludzie boją się smoków, polują na nie, lub zabijają. Jednakże jeszcze nikt nie wplątywał w to głodu - chłopak starał się mówić lekko, choć pogorzelisko, na którym stali jakoś mu to utrudniało.
- To mało jeszcze widziałeś cwaniaczku - odparła na to dziewczyna - A teraz spadaj, bo Nocne Furie przypadły mi do gustu - zagroziła, oblizała się na pokaz i zrobiła krok w stronę Czkawki.
- Mam rozumieć, że Szczerbatek nie jest pierwszym tego gatunku, którego widzisz?
- Nie. Od dzieciaka mordowałam pobratymców twojego smoka. Prawda, od pięciu lat byłam przekonana, że wyzdychały, ale wczoraj przekonałam się, że nie. Możesz mu przekazać, że jego kuzynek jest pyszny, a jego skóra nadaje się na spodnie - po tych słowach Glizda sięgnęła po miecz i zamachała nim przed sobą.
Czkawka zbladł. W tamtej chwili dotarło do niego z całą mocą, to co powiedziała dziewczyna. Jeszcze dzień wcześniej żyła inna Nocna Furia niż Szczerbatek, a jego rozmówczyni ją zabiła, zjadła i ze skóry zrobiła sobie spodnie. Chłopak wbił wzrok w dolną część odzieży Glizdy. Nie wiedział, co powinien zrobić. Nagle zapragnął przekonać dziewczynę, by więcej nie zabijała smoków. Oprócz tego pragnął też jej pomóc, bo myśl, że mógłby mieszkać sam jak palec na wielkiej wyspie przytłaczała go.
- Jesteś tu sama? - spytał - Na tej wyspie?
- Co cię to obchodzi - odparła gburowato dwudziestolatka.
- Mógłbym cię zabrać do mojej wioski. Nie musiałbyś polować, nie byłabyś sama...
- Czemuś tak zapragnął mi pomóc, co? - zaśmiała się - Boisz się, że powybijam ci smoki? Tylko te, które odważą się raz jeszcze napawać się swoim dziełem - wolną od miecza ręką zatoczyła krąg nad ruinami wioski - To bezczelne bestie, którym tylko mord w głowie. One zeżarły mi rodzinę, to ja zżeram je. Wynoś się już. Nie potrzebny mi tu dzikus, co zadaje się z tymi mordercami.
- Smoki to wspaniałe, lojalne zwierzęta - zaoponował Czkawka - One tylko się bronią przed ludźmi.
- Moja wioska nic im nie zrobiła - wydarła się Glizda.
- Przecież sama mówiłaś, że od dziecka mordowałaś smoki. To jest nic? Choć ze mną, a zobaczysz, że to nie musi tak wyglądać.
- Po co? Dobrze mi tutaj. W domu - mówiąc to dziewczyna wbiła swój miecz w ziemię - Mam obowiązek pomścić poległych. Jest wielu innych, którzy zabijają. Za wodą. Ich się czepiaj. Mnie zostaw w spokoju.
- Ale to ty zabiłaś Nocną Furię! - wypalił Czkawka i zacisnął dłonie w pięści.
Na jego krzyk zareagował Szczerbatek, który zaraz ruszył, by zobaczyć co się dzieje z jego przyjacielem. Smok ryknął przenikliwie, a Glizda aż zatkała uszy. Zaraz też był już tuż obok młodego wodza, patrząc na niego z troską wielkimi oczyma.
- To trzeba było pozwolić twojemu smokowi mnie zabić. Miałbyś problem z głowy.
Glizda już nie krzyczała. Patrzyła tylko ze zdumieniem na delikatność jaką smok okazywał Czkawce. Po chwili zatęskniła za rozmowami i kłótniami takimi, jak ta, którą prowadziła teraz. Nie zdawała sobie sprawy od jak dawna milczała. Cały ten czas prowadziła walkę o przetrwanie, a ten chłopak mógł ją zabrać do wioski pełnej ludzi. Istniał tylko jeden mały problem, musiałby z nim lecieć na smoku.
- Ja nie jestem mordercą - Czkawka położył dłoń na boku Szczerbatka i wziął głęboki oddech, by się uspokoić - Nie chcesz, to nie. Myślałem, że chęć uratowania kogoś z opustoszałej wyspy nie jest niczym, co mogłoby tę osobę urazić.
Wiking odwrócił się do Glizdy plecami i ustawił odpowiednio "strzemię" przy siodle smoka. Czerwona, sztuczna część ogona rozwinęła się, a Szczerbatek dał znać swojemu przyjacielowi, że jest gotowy. Chłopak już miał nawet wskakiwać na siodło, ale coś go powstrzymało.
- Czekaj!
Tylko to jedno słowo wyrwało się z gardła brunetki. Jej ton już nie był ostry i oschły. Teraz przemawiała głosem małej dziewczynki, która się zgubiła i była sama, przerażona w wielkim świecie.
- Przepraszam. Masz racje. Myślałam, że potraktowałeś mnie jak zagrożenie, które trzeba mieć na oku, a ty po prostu chciałeś mi pomóc. Zapomniałam, że istnieje coś takiego jak współczucie. No i nie ufam ci, bo przyjaźnisz się ze smokami. Chciałbym stąd uciec - podniosła wzrok na niego i odszukała jego piękne, zielone oczy.
-----------------------------------------------------------------------
Dobra, może nie był to cały tydzień, ale żeby wpisać do jakiegokolwiek spisu blogów potrzebuję dwóch postów, a za tydzień mogłabym o tym zapomnieć xD
To już wiecie, czemu Glizda nie jest taka milusia.
Nie zdziwię się też, jeśli chwilowo jeszcze nie będziecie za nią przepadać.
Nie mniej jednak ja jej współczuję.
W następnym rozdziale wrócimy na Berg.